Historia

Na początku był Filip. Mój synek. Mój Król.

Gdy miał niewiele ponad roczek, zorientowaliśmy się, że coś jest nie tak. Nie rozwijał się „książkowo”. Lekarze uspokajali. Filip ma dwa lata, nie mówi, ma problemy z czuciem, wzrokiem, ruchem i koordynacją. Lekarze uspokajają. Mijają miesiące, jest coraz gorzej. Z Filipem właściwie nie ma kontaktu, „odlatuje”, dostaje długotrwałych napadów bólu, od których nieraz mdleje. Nikt już nie jest spokojny.

Badania, diagnozy, badania. Genetyczne, metabolizm, immunologia, neurologia. Podejrzenia: jakiś zespół, autyzm, padaczka, toksoplazmoza, a może to, a może tamto. Badania w Polsce, Niemczech, USA. Wyniki przerażające, których nikt nie rozumie. Lekarze rozkładają ręce: „to dziecko-zagadka”. „Nie wiemy, co mu dolega, ale połowa dzieci na naszym oddziale nie ma diagnozy”.

Gorączkowe poszukiwania. Szpital za szpitalem. Diety. Rehabilitacje. Setki godzin rozmaitych terapii: może trafimy na tę właściwą. Filip garściami łyka lekarstwa i suplementy. Nic nie wiemy. Rozpacz.

Brakuje już sił, środków, wiedzy. Siedzę w gabinecie, wycinam nożyczkami ulotki z prośbą o wsparcie. Sam już nie wiem po co.

Wtedy przychodzą oni, przyjaciele, studenci, znajomi: „Chcemy pomóc Filipkowi”. Strony w internecie, akcje, wydarzenia, telewizja i prasa, w których „mały Król walczy ze Smokiem nieznanej choroby”.

„A może ten lekarz, ponoć ma innowacyjne pomysły…”, „Niech Pan sprawdzi tę klinikę…”, „Mam pomysł, a może by tak…”. Działają, szukają, pukają, gromadzą wiedzę. Są wytrwali. Poświęcają własny czas, pieniądze, ulubione zajęcia. Filip ma już sześć lat. Są wytrwali. I przychodzi ten dzień. Młody lekarz, tysiące kilometrów stąd, chce pomóc. I stawia prawidłową diagnozę. I zaczyna leczyć. Może za późno. Może nie. Ale z Filipem jest coraz lepiej! Wierzę, że będzie zdrowy.

Jak można odwdzięczyć się ludziom, którzy zaangażowali się bez reszty w ratowanie mojego synka? Jak spłacić dług niespłacalny?

„Nie wiemy, co mu dolega, ale połowa dzieci na naszym oddziale nie ma diagnozy”……

Tak wiele Królów i Księżniczek, tak wiele rozpaczy rodziców, bezradności. I już wiem co muszę zrobić, aby zwrócić światu dobro, na które nie zasłużyłem. Spotykam się z moimi wspaniałymi przyjaciółmi: „Kochani, chcecie pomóc innym dzieciom, takim jak mój Filipek?”. Uśmiechają się: „No pewnie. Dawno już o tym myślimy. Zakładamy fundację?”. „Może być „Król i Smok?” – „Jasne!”.

Jest 2014 rok. Pojawiają się pierwsi podopieczni, Szymek, Tymon, Dawidek, Adaś, Pati, Martynka, Wojtuś, Natalka, Basia, Mateusz, Anielka i Marta. I z każdym miesiącem jest ich coraz więcej. Dziesiątki dzieci-zagadek.

Marzę o tym, by ich historie zakończyły się szczęśliwie. Wierzę, że możemy im pomóc.